lip 01 2005

Binarnie i logicznie, tak na dobry początek....


Komentarze: 10

Wiesz, pytałeś mnie kiedyś jak wyobrażam sobie raj. I zastanawiałam się nad tym. W całej swojej analityczności, w szukaniu algorytmów i struktur, czymś, co mam wrodzone i co mi pozwala na robienie tego co robię, wszystko zeszło się do jednego punktu. Tak jak z drzewem komplementów, na górze jest "jesteś". Wszystko, co niżej, w tej de facto strukturze danych, której używa się często do przedstawienia zbioru obiektów powiązanych ze sobą hierarchicznie, wszystko co w tym drzewie jest niżej wynika z tego, że się jest.
I drzewo raju ma korzeń składający się z dwóch punktów. Na samej górze widnieje napis "jest binarnie". Poniżej, jedyną gałęzią jest "nie ma zer". I już niżej rozchodzą się linie do tego wszystkiego, co uważamy za raj. To, że ludzie ze sobą rozmawiają, że się kocha albo nie, że nie ma w telewizorze wiadomości, że ktoś został w okrutny sposób zamordowany, że w ogóle nie ma telewizji, a radio to tylko Trójka z lat 80-tych. Nie ma azbestu, Windows XP i systemu argentyńskiego. A karty kredytowe nie giną. [Nie ma kredytów, dodam.] Jesteśmy my sami, rozmawiający bez niedomówień, bez podtekstów i szczerze. Nikt nie kradnie, nie ma poniedzałków, komary żywią się miodem i rozmawiają z pszczółkami o kreteńskiej pogodzie. Cokolwiek, co Ci się śniło, o czym marzysz i w co wierzysz.
Mój raj jest binarny. I jedyne co mogę sobie tu i teraz życzyć, to żeby próbować być taką, tylko jedynkową, jak mój raj.
Nie jestem. Bywam niekiedy tylko. Wiesz sam...

Cisza. Parna noc. Za oknem wszystko mokre, wszystko rosą - maska i szyby samochodu, okna, nawet woda z dzisiejszej burzy nie chce wyparować. Mgła ściele się ulicami. Poganiana przez westchnienia samotnych ludzi na spacerach, poganiana przez pustkę wyludnionych wakacjami ulic.
I ten Mozart, sączący się leniwie z głośników, ten Mozart mnie rozbraja. Pytasz czym - właśnie tym. Kolejny geniusz, którego znam już od dawna.. Inni poznali wcześniej. Słucham "Requiem" - i słyszę cały rock gotycki, jaki kiedykolwiek zrobiono. A ja dopiero dziś, przypadkiem...
Bo Mozart jest własnie na takie wieczory jak dziś, na parną, letnią noc, z ciszą i samotnością.
"Szczęście jest w życiu najważniejsze. Zdrowie też, ale gdy ma się szczęście, to ma się i zdrowie, i pieniądze, i wszystko w ogóle. Ci na Titanicu byli zdrowi, i co z tego? Szczęścia nie mieli."
Szczęście... A przecież my sami uciekamy od szczęścia. Przecież tak łatwo jest je dać, otrzymując w zamian to samo. A nie dajemy, myśląc o tym, że coś inne będzie szczęściem takim-wielkim, takim-wyjątkowym, na-maksa, niespełnialnym marzeniem, które się spełni.
Czemu bywa tak, że jest zawsze ktoś, kto chce szczęście nam dać, a my tego nie chcemy? Czemu bywa tak, że jest zawsze ktoś, komu my chcemy dać szczęście, a on nie chce? Czy to po prostu syndrom za wysoko postawionej poprzeczki? Czy może jesteśmy za głupi żeby docenić to, czym możemy być obdarzeni? Bo przecież o szczęście nam chodzi, zawsze, w tej sekundzie, szczęsciem jest muzyka Mozarta z głośników, szczęściem jest cisza, "szczęściem" jest papieros. Wszystko, co robimy z nieprzymuszonej woli, jest generacją szczęścia.
Marzymy o szczęsciu, z klapkami na oczach dostrzegając je tam, gdzie go dla nas nie ma. Albo są małe szanse na nie. Nielogiczne.
Jesteśmy jak ta ćma, którą zastałam w pokoju po przyjściu, fruwająca bez sensu w poszukiwaniu swojego, ciepłego, jasnego szczęścia. Gdy włączyłam lampkę, zaczęła swój taniec znajdowania, obijając się ciągle o sufit. Ja dałam jej szczęście. Odsłoniłam firanki, otworzyłam szeroko okno i obserwując ją kilka minut, pozwoliłam wrócić do swoich, do swojego świata. Będzie szukała szczęścia gdzie indziej.
Niestety, odnajduję w tej ćmie wiele cech wspólnych. Np. to, że nagą, 200-watową żarówkę uzna za nirwanę, podleci i na tym zakończy swój lot, od chwili narodzin do żarówki.
Choć właściwie, jak by na to spojrzeć w szerszym świetle, mam nieco inaczej. Spalam się stale, każdą pobudką z poczuciem bezsensu i każdym strumykiem koło 2 nad ranem. Niekiedy wolałabym tak jak ta ćma, jednym posunięciem spalić w sobie wszystko i już nic nie czuć. To proste? Tylko czy ktoś obiecywał, że będzie prosto? [Grono w białoczerwonych krawatach przemilczmy...]
Szczęście. Tego nam trzeba, prawda? Nauczmy się je dawać, a nie tylko oczekiwać.
Będę się uczyć.

ava : :
Nadzieja.
02 lipca 2005, 15:21
bo raj to coś więcej niż drzewo i jabłka..

Od Mozarta wolę Gershwina :-)

A szczęście? hmmm bo widzisz szczęście to drugi człowiek. Można umierać i wiedziec o tym a i tak być szczęśliwym, bo obok jest ktoś kto trzyma za ręke i nie pozwala tak samotnie...
Warto się uczyć :)
WaZa
02 lipca 2005, 12:03
Avuniu: Bardzo, ale to bardzo bardzo dziękuję za linek u ciebie. :*:*:*:*:*:*:* :]:]:]:]:]:] :):):):):):):):):););););)
01 lipca 2005, 22:17
Zauważyłam ostatnio, że ludzie, którzy uwielbiają obdarzać innych szczęściem, sami... sami nie chcą go przyjmować. Doszłam do wniosku, że to szczęście trzeba im po prostu wmuszać. Trzeba. Bo Ci, którzy szczęściem obdarzają, MUSZĄ otrzymać szczęście.
01 lipca 2005, 19:15
Umiesz pisać dziewczyno... Znowu się zaczytałam... A raj jeste rajem cokolwiek miałoby to znaczyć...
01 lipca 2005, 17:14
Kurcze wlepiłem się w monitor... Tyle mądrych słów i choć mam w wielu sprawach trochę inne poglądy, to z całą odpowiedzialnością muszę napisać, że przed chwilą trochę zmieniło się moje życie. Może trochę, bo może za miesiąc znowu będę mówił inaczej.
Powiem ci tylko, że byłem szczęśliwy dając szczeście...
Ale nawet ty nie potrafiłabyś tego robić w nieskończoność jeśli dostawałabyś w zamian jedynie ból.
Nikt by nie potrafił.
neila
01 lipca 2005, 16:02
Czasami nie ma komu dać szczęście, podzielić się... bo szczęście nie jest czyms co można dać, tylko tym czymś co kryje się w nas. szczęście kryje się w małych źródełkach z których można brać w nieskończoność - problem polega tylko na tym, żeby szczęście zauważyć. Lody truskawkowe, takie jakie lubi najbardziej, wiadukt, deszcz na szybie, nowa płyta Antimatter (świetna...), herbata, pierwszy śnieg, list od przyjaciela... zauważmy to, bo to piękne... Tak myślę. Szczęście... dotknijmy razem szczęścia schowanego w zwykłym uśmiechu ludzkim...
Ava => WaZa
01 lipca 2005, 11:00
Nie, nie rozumiesz dalej. To jest myślenie płytkie. Właśnie bezinteresowność daję przyjemność i szczęście.
WaZa
01 lipca 2005, 10:56
Gdy dajesz szczęście masz prawo go oczekiwać. Ale nie każdy jest fair!
01 lipca 2005, 10:50
a najgorsze jest to, że jak widzisz jak ta ćma się męczy, nie możesz jej pomóc.. bo gdy ją dotkniesz jej skrzydełka się popsują.. jeśli nie dotkniesz spali się.. tak czy tak zginie.. to smutne.. a zarazem takie.. realistyczne... Co do najważniejszej wartości w życiu w pełni się z Tobą zgodzę.. Szczęście ponad wszystko.. Ale czy szczęście to nie jest zdrowie+pieniądze+wszystko inne.. Szczęście jest pojęciem ogólnym, często mylonym z chwilową satysfakcją.. Tak przynajmniej mi się wydaje..
Dziadek
01 lipca 2005, 10:35
Szkoda ,że w moim przypadku jest tylko 0 :P A raju może nie być ,byleby przestać się męczyć :) To opuchnięta gęba ,to szkoła ,to kac... co to za życie? :D

Dodaj komentarz